Tekst kazania I Jana 4,7-11:

Umiłowani, miłujmy się nawzajem, gdyż miłość jest z Boga, i każdy, kto miłuje, z Boga się narodził i zna Boga. Kto nie miłuje, nie zna Boga, gdyż Bóg jest miłością. W tym objawiła się miłość Boga do nas, iż Syna swego jednorodzonego posłał Bóg na świat, abyśmy przezeń żyli. Na tym polega miłość, że nie myśmy umiłowali Boga, lecz że On nas umiłował i posłał Syna swego jako ubłaganie za grzechy nasze. Umiłowani, jeżeli Bóg nas tak umiłował, i myśmy powinni nawzajem się miłować.

Drogie Siostry, drodzy Bracia, po odbytym na początku upalnego lata Kongresie czeskich wygnańców w Zelowie z okazji 200-lecia założenia Zelowa gromadzimy się teraz z okazji kolejnego wyjątkowego wydarzenia. Małżonka waszego brata pastora, siostra magister (teologii) Wiera Jelinek będzie ordynowana na pastora Kościoła Ewangelicko-Reformowanego w Polsce i waszego zboru. Pierwsza kobieta, która otrzyma powierzenie, by swymi cennymi darami służyła Kościołowi, zwiastowała świętą Ewangelię Chrystusową i usługiwała sakramentami Jezusa Chrystusa. Nie wykluczone, że niektórzy członkowie zboru stawiają sobie pytanie, czy słuszną jest rzeczą ordynować kobietę do służby kaznodziejskiej. Zwłaszcza w takim środowisku religijnym, gdzie się kobiet nie ordynuje. Wszak apostoł Paweł w I Liście do Koryntian 14,34 pisze, że "kobiety mają milczeć w zgromadzeniu". A w I Liście do Tymoteusza 2,12 apostoł pisze: "zabraniam kobiecie nauczać".
Stoimy więc przed złożonym pytaniem, jak rozumieć słowa apostoła i skąd bierzemy odwagę po temu, by ordynować kobiety, wbrew orzeczeniom apostoła. 1. jak rozumieć wspomniane fragmenty Pisma?
a) Jestem przekonany, że nakaz apostoła, by kobieta milczała na nabożeństwie, dotyczył konkretnie zboru w Koryncie. O tym zborze wiemy, że istniały w nim różne przejawy, szczególnie wśród kobiet. Apostoł poczuwał się w obowiązku zaprowadzić w zborze porządek po to, by nie była zagrożona wspólnota. W tej całkowicie konkretnej sytuacji zabronił kobietom zakłócania swymi wypowiedziami zgromadzenie Ludu Bożego. Nie można jego słów rozciągać na współczesne życie zboru i Kościoła.
b) Drugi fragment z I Listu do Tymoteusza, w którym apostoł sformułował zakaz nauczania dla kobiet najprawdopodobniej dotyczy relacji w małżeństwie i rodzinie. Chodziło o radę apostoła dla kobiet chrześcijanek, które chciały swego niewierzącego męża przekonać argumentami rozumowymi i słownymi. Do dzisiaj wiemy, jak to wygląda, gdy jeden z partnerów chce swoje opinie narzucić komuś, kto nie podziela jego poglądów na życie. W takiej sytuacji może pomóc jedynie postępowanie dobre i delikatne.
2. Biblijne argumenty za ordynacją kobiet, która jest wyrazem równości mężczyzn i kobiet przed Panem Bogiem, znajduję w słowach apostoła z Listu do Galacjan, że w Chrystusie nie ma różnicy między mężczyzną i kobietą. Było to odważne stwierdzenia apostoła, który ukazywał, że odkupienie w Chrystusie obowiązuje jednakowo dla obu płci i że dary Ducha Świętego Chrystus rozdziela dowolnie bez względu na to, czy chodzi o mężczyznę, czy kobietę. Jeśli jest kobieta chrześcijanka, u której Kościół rozpoznaje dary Ducha Świętego do służby kaznodziejskiej, pasterskiej i nauczającej, to nikt nie ma prawa zakazać kobietom używać tych darów dla dobra Kościoła Bożego. Duch Święty jest obecny, Pan Kościoła postępuje swobodnie i suwerennie, delikatnie reaguje na życie rozwój wspólnoty, w której odgrywa się wiara i świadectwo Kościoła. Co było aktualne na określonym etapie rozwoju, w czasach apostoła, nie musi obowiązywać w innym okresie, co było zakazane w konkretnej sytuacji, może być obecne według woli Chrystusa teraz. Nasz Czeskobraterski Kościół Ewangelicki właśnie w tym roku wspomina 50. rocznicę ordynacji kobiet. Czas pokazał jak ważna jest służba kobiet w Kościele, całkowicie porównywalna ze służbą mężczyzn, a w niektórych obszarach służby kaznodziejskiej kobiety mają nawet o wiele lepsze obdarowania niż mężczyźni, ponieważ mają doświadczenia macierzyńskie.
Na dzisiejszą 13. Niedzielę po Trójcy Świętej jeden z tekstów biblijnych, który był wybrany, jest hymnem. Usłyszeliśmy go we wstępie kazania: Umiłowani, miłujmy się nawzajem... Apostoł zna jedyny zwrot do chrześcijan bez rozróżniania płci - umiłowani. Podkreśla tym, że Chrystus nas pokochał i na przekór naszej słabości uczynił nas swoimi dziećmi. Jeśli Bóg widzi nas jako dzieci umiłowane, to kto ma prawo wygłaszać w zborze niebraterskie i niemiłosierne sądy nad innymi ludźmi? Kiedy będziemy przeżywać chwilę osobistego wyciszenia, powiemy sobie to zupełnie prościutko - ten a ten człowiek, który nie jest dla mnie szczególnie sympatyczny, jest miłowany przez Boga i ja go mam przyjąć jako miłowanego.
Dalej apostoł wzburzony denerwującą atmosferą zborów, do których wysłał swoje poselstwo, przypomina, że jedynym miernikiem tego, czy rzeczywiści znamy Boga i czy narodziliśmy się z Ducha i z wody, jest miłość. Człowiek, który kocha swoich bliźnich, który nie poprzestanie tylko na pustych słowach, ale jest gotów udzielać pomocy, służyć, wsłuchiwać się w drugiego, modlić się za niego, widzieć go w świetle zainteresowania Bożego, taki człowiek ma kontakt z Bogiem i przejawia się u niego dzieło Ducha Świętego. Apostoł Paweł w I Liście do Koryntian w 13 r. ukazał tym, którzy chlubią się wielkimi przeżyciami duchowymi, że to wszystko w ogóle nic nie znaczy, jeśli ich życie nie jest przeobrażane miłością Chrystusa i miłość nie jest jedynym rzeczywistym owocem ich życia. Bóg jest miłością ? dlatego człowiek, który ma kontakt z Bogiem, musi okazywać dzieła miłości.
Ale my natychmiast zadajemy sobie pytanie -czy faktycznie Bóg jest miłością? Gdyby naprawdę był miłością, czy mógłby dopuścić, żeby było tyle zła się w tym świecie? Czy nie mógł przeszkodzić złym zamiarom terrorystów, którzy podczas jednego ataku zabili przeszło 3000 niewinnych ludzi w Centrum Handlu w Nowym Jorku? Gdyby Bóg był miłością, czy mógłby dopuścić do tego, by brutalny morderca przerwał życie wyjątkowej kobiety, Anny Lindh, szwedzkiej minister spaw zagranicznych? Gdyby Bóg był miłością, czy mógłby dopuścić tragiczne wydarzenia, jakie nas dosięgły w naszym osobistym życiu, życiu naszych rodzin? By umierały niewinne dzieci? By kobiety były narażone na przemoc? - Jak zamartwiał się tymi pytaniami Jan Amos Komeński i wraz z nim nasi przodkowie w wierze, którzy dla wierności Ewangelii musieli opuścić swoje domy, wszystko, co mieli, i uciekać na obczyznę? Wielu z nich nie doszło i poumierało w drodze. Inni byli aresztowani i wtrąceni do więzienia. A tych, którzy mimo wszystko dotarli za granicę, czekał niewyobrażalny trud bez perspektyw na szczęśliwszą przyszłość dzieci i wnuków. Jest wiele pytań, które nas niepokoją. Apostołowi te pytania też nie były obce. Ale dobrze wiedział, że jest jedyne miejsce, na którym człowiecza dusza może spocząć i uzyskać bezpieczną pewność, że Bóg jest rzeczywiście miłością, tym miejscem jest Chrystus, Syn Boży, którego Bóg posłał na świat, by się za nas grzeszników ofiarował. W całej zewnętrznej niepewności ten akt miłości Bożej pozostaje niewzruszoną pewnością dla wszystkich, którzy weń uwierzą. Niech nas spotka cokolwiek, nawet gdy będziemy się musieli zmierzyć z ciężkimi problemami, pewności miłości Bożej nie utracimy dopóty, dopóki będziemy uważnie patrzeć wiarą na krzyż Chrystusa, na moc ofiary Chrystusowej, która otworzyła nam wstęp do Królestwa Bożego.
Jeśli Bóg nas tak umiłował i my mamy się nawzajem miłować, pisze apostoł. Często zastanawiamy się nad tym, jakie jest zadanie Kościoła w tym świecie, jakie jest nasze najwłaściwsze powołanie? Apostoł zna jedną odpowiedź - mamy się nawzajem miłować. Czujemy, że to napomnienie apostolskie jest skierowane do wnętrza Kościoła. Apostoł nie wzywa do wszechogarniającej miłości, która byłaby w stanie objąć cały świat. Pokazuje to na zupełnie malutkim wycinku ludzkiej wspólnoty - gdzie się zgromadzi dwoje lub troje chrześcijan w imieniu Chrystusa, w rodzinie chrześcijańskiej, w zborze zelowskim, albo którymkolwiek zborze Kościoła reformowanego zupełnie tak, jak w zborach Czeskobraterskiego Kościoła Ewangelickiego, mamy się pytać zupełnie osobiści i nowatorsko, jak się ma przejawić nasza miłość do bliźniego. I my wiemy, że musimy zacząć od tego, że sobie nawzajem odpuścimy, że będziemy sobie wzajemnie życzyć tylko dobra, że będziemy mieć szacunek do życia innych, tak jak pięknie powiedział w jednej pieśni biskup Jednoty Braterskiej Jan Augusta: "żadnym bratem nie pogardzaj, nawet gdy by ci się zdał być słaby, ale go witaj w wierze jako uczestnika Chrystusa... bo jesteśmy, ci i tamci, tylko grzeszni, biedni słudzy".
W ostatnim czasie często się zastanawiam nad tym, dlaczego my, chrześcijanie, nie oddziałujemy przekonująco na swoje otoczenie. Coraz częściej widzę ten najbardziej podstawowy brak - ludzie, którzy nas bacznie obserwują, bardzo często mają usprawiedliwione wrażenie, że nie różnimy się od innych ludzi tego świata. Jesteśmy podobnie pazerni, samolubni, nieżyczliwi, twardzi, bezwzględni. Gdzie się na nas dzisiaj odbija życie Chrystusa? Pan Jezus powiedział swoim uczniom słowa, które mają nami autentycznie wstrząsnąć: "Po tym wszyscy poznają, że jesteście moimi uczniami, jeśli miłość wzajemną mieć będziecie".
My nie mamy siły by spełnić to zadanio. Z własnym sił nie jesteśmy zdolni kochać swoich nieprzyjaciół. Kochać ludzi nieprzyjemnych i niesympatycznych. Ale możemy prosić o tę miłość Chrystusa. Za nią tęsknić, o nią zabiegać, ponieważ bez tego źródła życia nie mamy ani społeczności z Bogiem, ani z naszymi bliźnimi i idziemy drogą potępienia.
Na wszystkie konkretne pytania o to, co to dzisiaj znaczy miłować swoich bliźnich, odpowiedzi z góry nie znamy. Ale jestem przekonany, że Chrystus nas poprowadzi - jeśli się pozwolimy prowadzić, że nas obdaruje - jeśli będziemy tęsknić za Jego darami, że uczyni z nas Swoich świadków - jeśli pozwolimy się Jego Duchowi Świętemu kształtować. Takie jest poselstwo dzisiejszej niedzieli.
Kochane siostry i kochani bracia, przyjechaliśmy do Was, by się wspólnie z Wami radować. Wraz z siostrą Wierą i jej rodziną, a także z siostrzanym Kościołem reformowanym w Polsce, który uważamy za jeden z najbliższych. I o którym z wdzięcznością myślimy w modlitwie przyczynnej, ponieważ miał odwagę przyjąć czeskich emigrantów do swojej wspólnoty i za pośrednictwem swoich kaznodziejów służył im przez pokolenia.
Niech Bóg miłości i pokoju będzie z wami wszystkimi. Amen.